Ponownie przebudzi ł am si ę w ś rodku nocy. Przewracaj ą c z boku na bok, nie mog ę odepchn ąć uporczywego problemu na dalszy plan... Komu przydzieli ć to parszywe N18 na samej górze ekranu Waiting Screen'u (tzw. Zlecenia jeszcze nieprzydzielone). Od jakiego ś czasu taki w ł a ś nie koszmarek prze ś laduje mnie w ś rodku nocy: jedno ze zlece ń z jakiego ś trudnego kodu pocztowego typu E4, N22 czy SE25 pozostaje nieprzydzielone, ja nie mog ę zdecydowa ć si ę komu je sprzeda ć, wskazówki zagarka tykaj ą ... Ten absurdalny wy ś cig z czasem ś ciga mnie nawet w trakcie weekendu. Wychodzi pewne zboczenie zawodowe podsycone godzinami skumulowanego stresu w tzw. Control roomie, czyli kontrolce. Kiedy ś ju ż chyba wspomina ł am, ż e pracuj ę w firmie kurierskiej na telefonach, za ś od grudnia awansowa ł am na wychodzon ą przez siebie pozycję Right Hand Person, tudzie ż Assistant Controller (Asystentki Dyspozytora). Zakres moich obowi ą zków mo ż na uj ąć jako:...
W nawiązaniu do Haruki Murakamiego i marazmu listopadowego. Studiuję Kronikę Ptaka Nakręcacza i z zadziwieniem spoglądam na przedostatnią stronę, która zawiera pełen wykaz przetłumaczonych książek tegoż autora. Nie wiem czy sięgnę po wszystkie z nich, póki co zanurzam się w świecie codziennego absurdu. Niekoniecznie japońskiego. Absurdu dnia powszechnego. Zwyczajnych, codziennych sytuacji. W sklepie, w metrze i w stołówce. W aucie promotorki, w trakcie mojego pierwszego seminarium magisterskiego. Miało być normalnie, w gabinecie, a skończyło się na konsultacjach w podejrzanie zaparkowanym aucie w jednej z uliczek odchodzących od rynku. Po 21. W praskim mieszkaniu, kiedy sąsiad Aguilera (ponoć nawet utrzymuje więzy rodzinne z tą Aguilera) wparował do mojego pokoju z Samsonem (terier szkocki maści białej) i swoimi dwoma 'podopiecznymi' w wieku gimnazjalnym. Godzina 20, jak okiem sięgnąć ciemność rozświetlona nikłym światłem lamp ulicznych, 4 piętro, strome poddasze, a on chce si...
I could wrap this post up with one word: being ruthless with your possessions pays off. Literally. Although it's not that simple nor straightforward. Let's start from the very beginning. Just over fifteen years ago, I moved to London (perhaps it’s worth mentioning that at the time, I didn’t know I was moving to London, but that’s a story for another day). The plane was boarding at Luton Airport, and I had only a 70-litre rucksack and a small cabin-sized backpack with me. My starter kit to begin a new life in a new country (although at the time the plan was to have a six-month 'workation' in order to get an actual vacation in Southeast Asia). Time flew, and as I was settling in, various household and decorative items just drifted towards me, such as blue cushions that I still happen to have ( ! ), because they never lost their bounciness, then a mid-century coffee table (still got it!) and even a photograph of an old man that I found in my then-home (then a squat; previ...
Comments
Post a Comment